Długa podróż tulipana

Kiedyś królowały goździki, dziś bardziej tulipany i róże. Nie zmienia się jedno: Dzień Kobiet to dzień kupowania kwiatów. W skali roku w Polsce to właśnie 8 marca sprzedaje się ich najwięcej. Mało kto wie, że taki kwiat, zanim trafi do osoby nim obdarowanej, ma za sobą bardzo długą drogę.

Skąd się biorą tulipany, które na początku marca zalewają kwiaciarnie w Polsce? Z polskich szklarni? A może z kraju, który uczynił je swoim symbolem i towarem eksportowym, czyli Holandii? Nie. Mimo iż wielu polskich hurtowników kupuje je na niderlandzkich giełdach kwiatowych, nie są one kwiatami tamtej ziemi. I w ogóle żadnej europejskiej ziemi.

Bukiet z całego świata

Patrząc na handel ciętymi kwiatami, widać, w jak bardzo zglobalizowanym świecie żyjemy. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rośliny trafiające do kwiaciarni w Europie pochodziły od lokalnych europejskich producentów. Dziś w jednym bukiecie możemy trafić na kwiaty, które wyhodowano w Kolumbii, Kenii czy Tajlandii. W Wielkiej Brytanii 90 proc. sprzedawanych kwiatów pochodzi z importu. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych – tu rośliny przywożone są głównie z Ekwadoru i Kolumbii.

Według danych Union Fleurs, Światowego Stowarzyszenia Handlu Kwiatami, jeszcze w 1988 roku światowy rynek ciętych kwiatów wart był 1 mld euro. W 2015 roku było to już 15 mld euro.

Na świecie największym eksporterem kwiatów pozostaje Holandia, która pełni wciąż rolę największego dystrybutora kwiatów i roślin (przez holenderskie giełdy przechodzi ok. 45 proc. światowego handlu). Tuż za nią w czołówce eksporterów plasują się Kolumbia, Ekwador, Kenia (z której pochodzi co trzecia róża sprzedawana w Unii Europejskiej) i Etiopia. Ta piątka odpowiada za 85 proc. światowego eksportu. Z kolei największymi importerami są Stany Zjednoczone, Niemcy, Holandia, Wielka Brytania i Rosja.

 

Po słońce

Jak to się stało, że w latach 70. ubiegłego wieku produkcja kwiatów zaczęła się przenosić do państw Afryki i Ameryki Południowej? Kryzys paliwowy sprawił, że znacząco wzrosły koszty ogrzewania szklarni, w których w Europie hodowano kwiaty. Ich produkcja zaczęła się więc przenosić na południe,  do krajów, w których jest cieplej i więcej słońca, a także gdzie jest tańsza siła robocza. W nowych warunkach produkcja kwiatów przestała być już sezonowa, stając się całorocznym biznesem. W rozwinięciu go sprzyjał także rozwój światowego transportu, zwłaszcza lotniczego.

 

Zimny łańcuch

Kwiaty są z natury delikatne i żyją krótko. Wydawać by się mogło, że nie ma sensu sprowadzać ich z daleka. Szklarnię w Etiopii i kwiaciarnię w Poznaniu dzielą tysiące kilometrów,  transport oznacza więc wysokie koszty, długi czas i ryzyko, że towar przyjedzie zniszczony lub – jeśli gdzieś utknie – zwiędnie, zanim trafi do sprzedaży.

Dlatego w ich transporcie najważniejsze jest zachowanie odpowiednio niskiej – nie przekraczającej 1 st. C – temperatury. Ścięte na farmie kwiaty są od razu przenoszone do chłodnych pomieszczeń, gdzie się je sortuje i pakuje. Różne gatunki przewożone są inaczej – w zależności od swoich potrzeb. Niektóre lądują na paletach, przedzielone specjalną folią z otworami, które umożliwiają cyrkulację powietrza. Gerbery, orchidee czy lilie wodne muszą być przewożone w pudełkach z wodą, a niektóre kwiaty egzotyczne przewozi się wręcz w wiadrach.

Na lotnisko kwiaty przewożone są w samochodach-chłodniach, niską temperaturę zapewnia im też samolot i przechowywanie w utrzymujących temperaturę magazynach. Krytycznymi momentami są zawsze załadunek i wyładunek na lotnisku, których czas zmniejszany jest do minimum.

Przerwanie chłodnego łańcucha potrafi skrócić życie rośliny nawet o 30-40 procent. Biorąc pod uwagę, że i tak jest on krótki – od momentu zerwania to 10-14 dni – zwiększenie temperatury otoczenia może spowodować duże straty.

Transport ciętych kwiatów trwa przeważnie od 24 do 48 godzin. Musi być szybki, bo przecież mogą one jeszcze kilka dni poczekać na klienta w kwiaciarni czy na straganie, a nikt też nie lubi, jak zakupiona róża czy tulipan od razu więdnie. Każdy dzień transportu ekstra to utrata ok. 15 proc. wartości rośliny.

 

Czy to jest ekologiczne?

Transportowanie tak wymagającego towaru, jakim są cięte kwiaty, pozostawia duży ślad węglowy. Producenci kwiatów tłumaczą, że minimalizują go mniejszym zużyciem prądu przy hodowli (kwiaty rosną na słońcu zamiast w ogrzewanej i sztucznie oświetlanej szklarni). International Council on Clean Transportation wyliczyła, że transport lotniczy do Stanów Zjednoczonych kwiatów zamówionych w Kolumbii na Walentynki w 2018 roku odpowiedzialny był za emisję 360 tys. ton dwutlenku węgla. Było to równoważne rocznej produkcji tego związku przez 78 tys. samochodów.

Transport to nie jedyny problem. Uprawa kwiatów wiąże się z użyciem wielu chemikaliów, które trafiają do środowiska i zatruwają powietrze, wodę i glebę (również gdy kompostujemy zakupione w kwiaciarni rośliny). Często też nie są bowiem odpowiednio utylizowane.

Do życia kwiaty potrzebują wody – co powoduje kolejny problem, zwłaszcza w państwach, w których o dostęp do niej robi się coraz trudniej (co ma związek ze zmianami klimatu i/lub działalnością człowieka). Duże plantacje lokowane są przy zbiornikach wody, o którą konkurują z lokalnymi mieszkańcami i zwierzętami, a często też ją zatruwają.

Najbardziej znanym przykładem negatywnego wpływu kwiatowych plantacji na środowisko jest jezioro Naivasha w Kenii. To płytkie jezioro o powierzchni ok. 140 km kw., leżące ok. 80 km od Nairobi. W latach 80. ubiegłego wieku w jego okolicach zaczęły powstawać pierwsze plantacje kwiatowe – miejsce było idealne, zasobne w wodę i stosunkowo blisko lotniska. Przemysł kwiatowy okazał się jednak dla jeziora Naivasha przekleństwem. Ogromnie wzrosło zapotrzebowanie na wodę – i do produkcji na plantacjach, i przez szybko rosnącą liczbę mieszkańców (w okolice ściągnęły dziesiątki tysięcy nowych pracowników). Jezioro stawało się coraz bardziej zanieczyszczone agrochemikaliami, a poziom jego wody zaczął spadać. Rząd Kenii wprowadził limity na czerpanie wody z tego zbiornika, jednak nie wszystkie firmy ich przestrzegały. W 1995 roku ekosystem jeziora został uznany za obszar chroniony. Na zlecenie rządu prowadzone są cały czas monitoring poziomu wody w jeziorze i popytu na nią. Niektóre firmy postanowiły zmniejszyć ślad wodny swoich plantacji, przenosząc uprawy pod szklarnie (wymagają mniejszego zużycia wody), wprowadzając nowe systemy nawadniające czy gromadząc deszczówkę. Chodziło o to, by pogodzić ochronę środowiska z potrzebami biznesu i mieszkańców.

 

Usłane różami?

Zanieczyszczenie środowiska to nie jedyny koszt produkcji kwiatów. Pracownicy firm pracują czasem po kilkanaście godzin na dobę, odbierając za to niską zapłatę, nie są też odpowiednio chronieni przed działaniem toksycznych środków ochrony roślin. Dziurawe kalosze czy rękawice – to standard na wielu farmach. Nic więc dziwnego, że osoby na nich pracujące poznać można po poranionych kolcami dłoniach.

 

Sprawiedliwe lilie

Co roku na świecie sprzedaje się ponad miliard ciętych kwiatów i roślin doniczkowych ze znakiem Fairtrade. W Wielkiej Brytanii to 2 proc. rynku. Plantacje działające zgodnie z zasadami sprawiedliwego handlu dbają o to, by godziwie wynagrodzić swoje pracowniczki i pracowników oraz zapewnić im dobre warunki pracy. Inwestują też w rozwój społeczności, np. budując szkoły dla dzieci. Produkcja prowadzona jest w sposób ekologiczny, a cena odpowiada rzeczywistemu kosztowi wyhodowania rośliny.

 

Kupuj lokalnie

Kwiatowe święta – Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Matki – przypadają w czasie, kiedy kwiatów wyhodowanych w Polsce czy szerzej – w Europie jest mało. Mamy tulipany, które mogą pochodzić z polskich czy holenderskich szklarni, anemony, jaskry czy maki syberyjskie, sprowadzane z Włoch. To kwiaty wiosenne, które nie potrzebują ciepła i jeśli chcemy uniknąć roślin, które do Polski przebyły długą drogę, możemy bezpiecznie wybrać te gatunki.

– Najlepszym wyborem są kwiaty sezonowe, z naszej strefy klimatycznej – przekonuje Radek Berent, współzałożyciel znanej poznańskiej kwiaciarni Kwiaty&Miut. Tutaj stawiają na rośliny wyhodowane w sposób zrównoważony, bez użycia sztucznych nawozów i chemicznych środków ochrony. Zimą – z organicznych hodowli, zwłaszcza włoskich. Od czerwca do października to są kwiaty z własnej, mieszczącej się pod Poznaniem farmy. Na pół hektara uprawiane są w sposób ekologiczny różne gatunki, zwłaszcza dalie, róże i piwonie. – Tylko przy niewielkim areale jesteśmy w stanie być ekologiczni. Kwiaty są piękne, ale to jest luksus. Hodujemy, doglądamy je przez 3-4 miesiące, by potem przez kilka dni cieszyły czyjeś oczy, stojąc w wazonie.

Odwiedzając w tym roku giełdę kwiatową w Amsterdamie, zwrócił uwagę na kwiaty z materiału, które zastępują żywe. Nie ma jednak wątpliwości, że te naturalne zawsze będą nam potrzebne i zawsze będziemy je kupować. Kwiaty bowiem towarzyszą nam przy rozmaitych świętach i obrządkach, kwiaty najpiękniej wyrażają rozmaite emocje, kwiaty to metafizyka.