Czy podróżujesz w sposób zrównoważony? Poznaj 8 podstawowych zasad

Po dwóch latach covidowych obostrzeń w ubiegłym roku świat ruszył na wakacje. Przedstawiciele branży turystycznej nie kryli, że był to dla nich całkiem dobry sezon i prognozują, że nadchodzący ma być jeszcze lepszy. Zwłaszcza że jednym z trendów ma być revenge travel, czyli podróżowanie z zemsty (za lata obostrzeń): bardziej intensywne, dostarczające więcej przeżyć, droższe. Co to oznacza? Że plaże się jeszcze bardziej zapełnią, turystycznych atrakcji nie obejrzy się bez tłumów innych ludzi, samoloty na lotniskach w popularnych miejscach lądować będą co kilka minut. Będzie gwarno i tłoczno, będzie za dużo.

Masowa turystyka nie jest nowym zjawiskiem – rozpoczęła się wraz z rozwojem kolei w połowie XIX wieku. Za pierwszą zorganizowaną wycieczkę uznaje się podróż na zjazd ruchu na rzecz trzeźwości, której inicjatorem był kaznodzieja Thomas Cook. Wzięło w niej udział ok. pięciuset osób, a trasę z Leicester do Loughborough w Wielkiej Brytanii pokonały one pociągiem. Było to w 1941 roku.

Dziś kolej została wyparta przez transport lotniczy i to on nadał ton masowej turystyce, jaką znamy. Ma też największy wkład w udział przemysłu turystycznego w produkcji emisji gazów cieplarnianych (to aż 8 procent) – oprócz niego wymienić można transport lokalny, zakwaterowanie i wyżywienie, gospodarkę odpadami.

Overtourism – to słowo coraz częściej pada w kontekście turystyki. Przerost turystów, doświadczany głównie przez lokalnych mieszkańców i przedsiębiorców, ale także samych odwiedzających. Wiąże się z pogorszeniem jakości życia, wzrostem cen najmu i dostępnością mieszkań (bardziej opłaca się wynajmować je krótkoterminowo), tłokiem, hałasem, zaśmieceniem czy niszczeniem lokalnej przyrody lub krajobrazu. Ofiarami własnej popularności stały się miasta takie jak Barcelona, Wenecja czy Praga. Historyczne centrum Wenecji przestało być miejscem do życia, zniknęły z niego sklepy i usługi, w miejsce których pojawiły się hotele czy restauracje. Znikają też mieszkańcy, a miejsce staje się pozbawioną zwykłego życia atrakcją turystyczną.

Nie chodzi o to, by przestać jeździć po świecie – w końcu turystyka jest jedną z sił napędowych gospodarki. Przed pandemią odpowiadała za 10,3 proc. światowego produktu brutto (dane World Travel & Tourism Council), dając zatrudnienie 333 milionom osób na świecie. WTTC szacuje, że dochody z turystyki będą rosnąć o 5,8 proc. rocznie.

Chodzi o to, by podróżować w sposób bardziej zrównoważony, pamiętając o śladach, jakie się za sobą zostawia. Każdy wyjazd ma bowiem wpływ na klimat, środowisko, lokalne społeczności i kulturę. Jak więc zostać zrównoważonym turystą? Oto kilka wskazówek.

  1. Pakowanie

Im mniej ze sobą weźmiesz, tym lepiej, zwłaszcza jeśli podróżujesz samolotem. Każdy kilogram bagażu zwiększa ślad węglowy (o tym w punkcie 2). Zabranie własnych kosmetyków (np. szamponu i mydła w  kostce) pozwala ograniczyć używanie jednorazowych w hotelach, butelki na wodę z filtrem – kupowanie wody w plastiku. Jadąc na wakacje, do walizki wrzucamy też krem do opalania. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że oksybenzon i oktinostat, czyli popularne filtry UV, przyczyniają się do blaknięcia rafy koralowej i uszkadzają materiał genetyczny koralowców (do morza wchodzimy przecież nasmarowani kremem przeciwsłonecznym).

  1. Dojazd

To największy w kontekście zmian klimatycznych problem – transport lotniczy. Odpowiada on za 2-3 proc. antropogennej emisji dwutlenku węgla. Od razu powiedzmy: przeważnie nie da się go niczym innym zastąpić. Przeważnie, bo na krótsze trasy zdecydowanie lepiej wybrać się koleją. Na Zachodzie Europy do łask wracają pociągi sypialne, ogromnym sukcesem okazał się wprowadzony w Niemczech miesięczny bilet na koleje (poza IC) i transport publiczny za 49 euro.

Lot z Poznania do Cagliari na Sardynii (w obie strony) oznacza 272,4 kg wyemitowanego CO₂ (kalkulator można znaleźć tutaj). To dane dla klasy ekonomicznej. Ten sam lot w klasie biznes wyemituje dwukrotnie więcej CO₂. Pierwsza zatem wskazówka – wybieraj klasę ekonomiczną. Druga – rekompensuj ślad węglowy. Najprościej to zrobić, dopłacając do ceny biletu przy jego kupowaniu. Niestety, jak wykazała organizacja Carbon Market Watch, te kompensacje są niewystarczające i opierają się na niejasnych zasadach. Można też wykupić offset węglowy w jednej z wielu organizacji oferujących takie usługi i realizujących ekologiczne programy (np. inwestycja w energię słoneczną czy wymianę kuchenek na bardziej efektywne w Nigerii). Jak jednak podkreślają krytycy tych rozwiązań,  kompensacje tylko oczyszczają sumienie, nie likwidując problemu, a posadzone dziś drzewa potrzebują przynajmniej kilkunastu lat, by zacząć pochłaniać dwutlenek węgla – wyprodukowany już dziś.

Kompensować lot można spróbować też samemu, np. sadząc drzewa lub dbając o to, by pozostałe elementy wakacji były jak najbardziej zrównoważone.

Jedźmy dalej. Ale nie wynajętym na lotnisku samochodem! Wspiera się w ten sposób tylko międzynarodowe firmy (a jedną z zasad zrównoważonej turystyki jest wsparcie lokalnych społeczności) i zanieczyszcza środowisko. Lepiej do podróży na miejscu wybrać transport publiczny lub wynająć rower. Zrównoważone podróże często odbywają się w duchu slow, jakość transportu publicznego potrafi w wielu miejscach zaskoczyć, jest on też tańszy niż wynajem auta. Nie mówiąc już o tym, że czasem to wielka atrakcja i przygoda (zwłaszcza dla dzieci).

  1. Nocleg

Z hotelami jest podobnie jak z wypożyczalniami samochodów. Przeważnie ich jedyny związek z lokalną społecznością jest taki, że dają mieszkańcom niskopłatną pracę. Duże hotele często negatywnie wpływają na krajobraz wielu miejscowości (przykładem jest tu choćby hiszpańska Costa Brava, której transformację opisał Norman Lewis w „Głosach starego morza”). Ich budowa wiązała się z ingerencją w środowisko, a one same pochłaniają olbrzymie ilości energii.

W tym momencie warto pochylić się nad popularną formą wakacji all-inclusive, którą dobitnie zrecenzował Jennie Dielemans w książce pt. „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym”:

„All-inclusive to sukces, na którym wielu zarabia. Jest korzystny dla właścicieli hoteli: w pakiecie są już jedzenie i picie, na których inaczej trudno byłoby zarobić, bo goście wychodziliby z hotelu do lokalnych restauracji i barów. Bo nawet jeśli turyści konsumują więcej niż zwykle […], nadmierną konsumpcję hotele rekompensują sobie zawyżoną ceną pokoju. […] Poza tym model ten daje niezależność. Nieważne, co można dostać w najbliższej okolicy, przecież i tak wszystko jest w hotelu. A właściciele nie muszą się obawiać, że pracownicy schowają pieniądze do kieszeni, bo w obiegu nie ma gotówki. Zyskują nie tylko hotele. Agencje turystyczne mogą zmniejszyć koszty zatrudnienia – jeśli nikt nie wychodzi poza teren obiektu, nie potrzeba zbyt wielu przewodników”.

Zrównoważony turysta wybierze mały hotel lub pensjonat prowadzony przez osobę prywatną lub lokalną firmę. Weźmie pod uwagę, czy miejsce, w którym będzie nocować, dba o środowisko (np. korzysta z energii słonecznej, oferuje organiczne kosmetyki czy wyżywienie od lokalnych producentów).

  1. Zero waste

Niemieckie Stowarzyszenie Hoteli i Restauracji kilka lat temu wyliczyło, że jedna osoba nocująca w pięciogwiazdkowym hotelu zużywa 522 l wody dziennie, a w zależności od kategorii hotelu – emituje od 17 do 50 kg dwutlenku węgla.

Pranie ręczników i bielizny pościelowej w hotelach pochłania ogromne ilości wody i detergentów. Dlatego nocując w hotelach czy innych miejscach prośmy o ich wymianę, jeśli są już brudne. W miarę możliwości nie korzystajmy z kosmetyków w jednorazowych opakowaniach. Nie przesadzajmy też z długością prysznica – w wielu turystycznych miejscowościach jest problem z wodą, a pierwszeństwo przed potrzebami mieszkańców mają hotele. Klimatyzacja? Ratuje życie w upałach, ale pochłania też ogromną ilość energii.

  1. Jedzenie

Po co się jedzie na wakacje? Również po to, by próbować nowych smaków. Potraw, z których słynie lokalna kuchnia; owoców i warzyw charakterystycznych dla danego miejsca. I jest kolejna odpowiedź na pytanie, jak podróżować w sposób zrównoważony: jadać lokalnie. Tak najlepiej poznamy ofertę kulinarną odwiedzanego regionu, ludzi i ich kulturę, spróbujemy najlepszych potraw. Lokalność ma tu znaczenie podwójne – dotyczy i wyprodukowanego na miejscu jedzenia (ograniczamy klimatyczne koszty transportu, dostajemy świeże produkty), i lokalnych restauracji czy sklepów (wspieramy tamtejszy biznes).

  1. Siła twoich pieniędzy

Aż 60 proc. pieniędzy wydawanych przez turystów na Fidżi nie zostaje na tej wyspie. Fidżi nie jest wyjątkiem. Na turystach zarabiają sieci hotelowe czy restauracyjne, zagraniczne firmy wynajmujące samochody czy produkujące pamiątki, ale nie lokalne gospodarki. A przecież to miejsce, do którego przyjeżdżają, powinno na nich zarabiać najwięcej. Dlatego jedną z ważniejszych zasad zrównoważonego podróżowania jest: wspieraj lokalną gospodarkę. To wspomniane już restauracje czy miejsca noclegowe, ale też transport, agencje turystyczne, usługi dla turystów, sklepy czy producenci. Najlepsze pamiątki to nie te wyprodukowane w Chinach (chyba że akurat je odwiedzamy), ale lokalnie.

  1. Atrakcje

Przejażdżka na słoniach, wizyta w delfinarium? Przed wyborem atrakcji (nawet prowadzonej przez lokalnych przedsiębiorców) warto dokładnie sprawdzić, czy to nie jest rozrywka okupiona cierpieniem zwierząt. Delfiny w delfinariach tylko wyglądają na szczęśliwe – w rzeczywistości trzymane są w niewoli, nie mogąc spełniać potrzeb właściwych dla swojego gatunku, a sztuczek uczy się je poprzez głodzenie. Słonie, na których lubią jeździć odwiedzający Afrykę czy Azję turyści, są po złapaniu brutalnie traktowane, by uczynić je posłusznymi człowiekowi.

Jeśli chcemy mieć kontakt ze zwierzętami, to najlepiej odwiedzić sprawdzone rezerwaty dzikich zwierząt czy tzw. sanktuaria, w których zapewnia się opiekę tym, które zostały skrzywdzone przez człowieka.

Szacunek dla natury idzie w parze z poszanowaniem lokalnych kultur. Dotyczy to szczególnie społeczności, które kultywują inne od naszych zwyczaje. „Zapotrzebowanie turystów na kulturę i tradycję innych […] stawia wysokie wymagania ludziom, których odwiedzamy. To, czy im zapłacimy, uzależnione jest od tego, czy uznamy ich za malowniczych, autentycznych i nieskażonych cywilizacją. W dniu, w którym Mao oprowadzająca turystów po wietnamskim Sa Pa [zamieszkałym przez jedno z  tradycyjnych plemion górskich – przy. aut.] kupi sobie antenę satelitarną, samochód, lodówkę z zamrażarką lub po prostu inne ubrania, turyści zaczną mieć problem. Przestanie być autentyczna, a jako obiekt zdjęć – atrakcyjna. Konsumujemy nie tylko jej kulturę i tradycję, konsumujemy również jej biedę” – pisze Dielemans w „Witajcie w raju”.

  1. Staycation

A może rzucić to wszystko i… zostać w domu? To też jest sposób na zrównoważone wakacje!  Staycation (gra słów stay – zostać i vacation – urlop) zakłada takie spędzanie urlopu, by na noc wracać do swojego łóżka. To bycie turystą we własnym mieście, odkrywanie jego uroków i nadrabianie zaległości np. kulturalnych albo krótkie, zwłaszcza jednodniowe wycieczki poza miasto. Oszczędza czas i pieniądze, jest dobre dla klimatu (zwłaszcza jeśli wybierzemy rower zamiast samochodu), nie wiąże się ze stresem, a i tak dostarcza wrażeń i pozwala odkryć nieznane.