Nowoczesne technologie na polu walki: drony, roboty i medycyna przyszłości

Data publikacji: 13 lutego 2026
żołnierz sterujący dronem, dron na pierwszym planie

Od autonomicznych dronów po roboty transportowe i zaawansowaną medycynę pola walki – to te innowacje redefiniują sposób prowadzenia operacji wojskowych i zwiększają bezpieczeństwo żołnierzy. Sprawiają, że konflikty zbrojne wyglądają teraz zupełnie inaczej niż znamy z lekcji historii, nawet tej najnowszej.

Konflikty zbrojne są potężnym czynnikiem rozwoju technologii. Wiele z nich później znajduje zastosowanie w życiu cywilnym. Przykładem jest tu technologia GPS, stworzona w celach militarnych, z której teraz korzystamy na co dzień, choćby używając popularnych aplikacji zawierających mapy.

Eksperci zgodnie twierdzą, że gwałtowny rozwój technologii znacząco wpłynął na to, jak wygląda współczesne pole walki. Jest ono zupełnie inne niż na frontach XX-wiecznych wojen. Oto kilka przykładów, jak zmienił się dzisiejszy teatr wojenny.

Drony, bezzałogowce i zdalni żołnierze

Jednym z symboli wojny w Ukrainie są drony. Skuteczne z wielu powodów. Po pierwsze, latają za nisko, by stanowić cel dla wojskowych samolotów, ale dostatecznie wysoko, by utrudniać życie żołnierzom piechoty. Jest ich wiele rodzajów w zależności od przeznaczenia. Po drugie, operator takiego drona zazwyczaj znajduje się na bezpiecznej pozycji i może uniknąć zagrożenia, a część z nich w ogóle operatora nie potrzebuje. Po trzecie, są szybkie i tanie w produkcji.

Ale co rozumieć pod pojęciem drona? Praktycznie wszystko, co lata i jest zdalnie sterowane: od prostych dronów fotograficznych dostępnych w supermarketach za niewielką kwotę, po drony o przeznaczeniu stricte wojskowym, produkowane na potrzeby armii.

Jakie zadania wykonują drony? Te mniejsze, o niewielkim zasięgu, są na wyposażeniu grup zwiadowczych i dostarczają szczegółowych informacji o ruchach przeciwnika, topografii terenu oraz innych informacji potrzebnych choćby oddziałowi dokonującego zwiadu. Znacząco wpływają na jego efektywność i rzetelność uzyskanych informacji. Nie eliminuje to jednak obecności żołnierzy w terenie.

Oprócz standardowych systemów obserwacji, takich jak termowizja czy noktowizja, drony mogą być wyposażone w zaawansowane narzędzia rozpoznania elektronicznego (SIGINT/ELINT) oraz systemy analizy sygnałów i komunikacji. W praktyce oznacza to, że w niewielkiej mobilnej platformie można zintegrować rozwiązania kluczowe dla działań taktycznych. W połączeniu z algorytmami sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego znacząco zwiększa to skuteczność rozpoznania i wsparcia operacyjnego.

Coraz większą rolę odgrywają lądowe platformy robotyczne, które dzięki modułowej konstrukcji mogą pełnić bardzo różne funkcje, od logistycznych, przez rozpoznawcze, po bojowe. Przykładem są czteronożne roboty firmy Boston Dynamics, a także ich odpowiedniki rozwijane przez producentów azjatyckich.

Tego typu platformy mogą zostać wyposażone w systemy łączności, moduły walki elektronicznej czy uzbrojenie, w zależności od potrzeb operacyjnych. Równolegle rozwijane są w pełni autonomiczne, miniaturowe sensory rozpoznawcze, takie jak systemy typu Dust. Ich zadaniem jest długotrwałe, dyskretne zbieranie danych o aktywności przeciwnika i przekazywanie ich do systemów analitycznych.

Skalę nadchodzących zmian dobrze oddaje prognoza emerytowanego generała Marka Milleya, który wskazuje, że w perspektywie 10-15 lat co trzeci żołnierz armii amerykańskiej będzie robotem.

Kolejną istotną zmianą jest szersze wykorzystanie podwodnych pojazdów bezzałogowych. Taki pojazd nie posiada załogi mogącej narzekać na długotrwałe skutki przebywania w warunkach zmiennego ciśnienia. Ma mniejsze rozmiary, może przypominać rybę i przy minimalnym zużyciu paliwa pracuje wiele godzin. Za przykład mogą tu posłużyć amerykańsko-australijskie bezzałogowe okręty Ghost Shark oraz Manta Ray.

Gdzie lekarz nie może, tam automat pośle

Jak podkreślają specjaliści z dziedziny wojskowości, życie żołnierzy staje się zasobem strategicznym. Niezbędnym zatem jest, aby opieka medyczna dotrzymywała kroku rozwojowi technologicznemu i zmieniającym się warunkom współczesnego pola walki. W głowach mamy zapewne wizerunek medyka polowego, który z narażeniem życia zbiera i opatruje rannych kolegów w czasie bitwy bądź w zbudowanym w pośpiechu szpitalu polowym. Popularnym mitem jest to, że główną przyczyną urazów wśród żołnierzy jest postrzał. Dzisiaj to częściej wszelkiej maści rany powstałe w wyniku eksplozji. Od drobnych poparzeń, przez znajdujące w ciele odłamki, po ciężkie uszkodzenia ciała. Wymagają one szybszego i bardziej kompleksowego działania służb medycznych niż to było dotychczas.

Technologia wyszła naprzeciw tym potrzebom. Istnieje dla przykładu automatyczna platforma do transportu rannych. Wygląda ona jak nosze na gąsienicach czołgu. Po umieszczeniu na niej pacjenta można już w transporcie postawić wstępną diagnozę (jest wyposażona w monitory i czujniki), podać leki czy połączyć się bezpośrednio z placówką medyczną oddaloną od strefy konfliktu. W momencie dotarcia pacjenta do szpitala lekarz prowadzący posiada komplet informacji o jego stanie i jest już gotowy na udzielenie mu szczegółowej pomocy.

Podobnych rozwiązań jest kilka i mogą one dotrzeć szybciej i w trudniejsze tereny niż tradycyjna karetka. MEDI-MULE, maszyna krocząca, ma zasięg do 5 km i może w pełni ustabilizować parametry życiowe poszkodowanego.

Ponadto dzięki technologii AR (rzeczywistości rozszerzonej) można sprawniej zarządzać komunikacją czy zespołami medyków przy użyciu interfejsów holograficznych. Z kolei AI pomaga diagnozować i przewidywać ewentualne komplikacje. Gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, przytacza w portalu Defence24.pl dane. Jak pisze, wdrożenie tych technologii sprawiło, że czas kwalifikacji do ewakuacji medycznej spadł o 37 proc., a czas podejmowania decyzji klinicznych o 40 proc. Pilotażowe wdrożenia nowoczesnych technologii w jednostkach NATO wykazują 63-procentowy wzrost efektywności ratownictwa polowego w porównaniu z metodami tradycyjnymi.

A co z pociskami?

Działa, armaty, lufy, pociski i pancerze. Pomimo zaawansowanych technologii to wciąż nieodłączne elementy prowadzenia walki zbrojnej. Nie oznacza to, że w ramach np. pocisków nie możemy mówić o rozwoju i postępie technologicznym. W mnogości ich rodzajów i kalibrów warto zwrócić uwagę na ładunki kumulacyjne.

Zwykły pocisk wykorzystuje swoją energię kinetyczną, by przebić cel. Im dłużej leci, tym więcej energii traci. Pocisk kumulacyjny działa inaczej. Energia zostaje wytworzona dopiero po kontakcie pocisku z celem. Dzieje się tak dzięki jego specjalnej konstrukcji, zawierającej obowiązkowo wkładkę kumulacyjną.

Dziś, po latach prób, wkładka ta ma kształt stożka. Ważny jest też materiał, z którego została wykonana, a także jakość tego wykonania.

Badaczom z Łukasiewicz – PIT udało się stworzyć wkładkę idealnie gładką, o jednolitej strukturze, która daje najwyższą skuteczność przeciwpancerną. Ta wkładka została zaprezentowana na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach we wrześniu 2025 roku.